Moje życie jest kompletnie zje*bane! Mam dość, chcę umrzeć, chcę nie musieć znosić tego wszystkiego! Dręczy mnie ochota na samobójstwo, ale boję się tego! Wydaje mi się, że mama mnie nie kocha, ale ja ją tak i chyba tylko to mnie jeszcze powstrzymuje! Co zrobić? Dodam że regularnie chodzę do psychologa. 2010-07-16. Odp: Mój mąż mnie chyba nie kocha ; (. Przede wszystkim w każdym kryzysie należy spróbować obiektywnie spojrzeć na problem. Często jest tak, że nieświadomie przykładamy rękę do zaistniałej sytuacji nie widząc w swoim zachowaniu nic złego. Najgorsza postawa z możliwych to uległość. Nie rozmawiajmy o tym. Teraz nie mam takich planów – odrzekł mąż. Rozumiem – powiedziałam. A jak w ogóle widzisz swoje życie za kilka lat? I tutaj usłyszałam coś, co przekonało mnie, że mój mąż nie kocha mnie od dawna… No, planuję wprowadzić pewne zmiany w biznesie, pojechać na wakacje do Europy. Stosowanie zwrotów typu: "Nie pojedziemy na wakacje, bo dostajesz za niskie alimenty", "Nie możemy tego zrobić, bo mama ci zabroniła", "Tatuś nas zostawił. Tatuś nas nie kocha. Matka mnie nie kocha - co zrobić ? moja matka widzi tylko fajki i flasze vódy ! Mnie mam głęboko w ( 5 liter ) jak się pytam dlaczego to mi mówi " a robie ci coś ? " albo " wynoś się do koleżanek tam bd miała dobrze " . Ojca nie mam zginą w wypadku :( Mieszkamy z babcią . Ten ból trudno powierzyć nawet matce czy najlepszej przyjaciółce: „Mój mąż mnie nie kocha, nie chce mnie, nie potrzebuje mnie…” Słowa stają się gulą w gardle: brzmią jak okrutny, niezasłużony wyrok na twoją kobiecą naturę. Nie ma już tej ukochanej osoby, która namiętnie pragnęła Cię na początku związku. 1556 odpowiedzi. 134859 wyświetleń. shiningstar. 10 minut temu. Może doradzicie mi coś. Zupełnie nie wiem co zrobić. Skończyłam studia i nie mogę znaleźć pracy. Ojciec wyrzucił mnie z Po śmierci mamy czuje się bardzo wiele. Moje emocje ewoluowały i ewoluują. Z każdym dniem rozumiem bardziej… życie i poznaję sens umierania. Każdego tygodnia planuję i działam w kierunku tego, aby być nieśmiertelną w sensie metafizycznym lub choćby książki na półce (!). Mija pierwszych 365 dni. Mija, bo taka jest kolej życia. Nie możesz się dostosowywać, bojąc się zrobić lub powiedzieć, to co czujesz, ze strachu przed jej reakcją i późniejszą zemstą. #7. Toksyczna przyjaciółka jest niesłowna. Ona szanuje tylko swój czas. Z taką osobą nie możesz robić żadnych planów – nie przyjdzie na spotkanie, spóźni się, nie odwoła, nie uprzedzi. Dużo czasu mija zanim pacjentka zrozumie, że mama była, ale jakby jej nie było. W takich domach słyszy: "Nie będą oceniać mnie jakieś terapeutki, bo przecież ja cię wykształciłam, zrobiłam wszystko co mogłam najlepiej" lub "Ty dzięki mnie masz pracę, wiesz jak trudno było się wykształcić w tamtych czasach". XpbARI1. 48 odp. Strona 1 z 3 Odsłon wątku: 69250 24 maja 2012 10:25 | ID: 786855 Jesteśmy małżeństwem 6 lat, mamy dwoje małych dzieci. Od długiego czasu żyjemy raczej jak kolega/koleżanka i jak rodzice, czasami jako partnerzy w pracy. Jednak jako mąż i żona nie funkcjonujemy. Przez ostatnie pół roku starałam się jak mogłam aby między nami się poprawiło, na marne. Zdałam sobie sprawę, ze dla Męża jestem niewidzialna, jestem mu obojętna. Wczoraj gdy zapytałam co do mnie czuje...nie umiał nic powiedzieć. Gdy zapytałam czy jest ze mną przez dzieci powiedział, że one wiele zmieniają. Czyli, że gdyby nie dzieci to zapewne nie byłoby sensu dalej w tym trwać. Jak mam żyć z kimś kto mnie nie kocha, ma mnie w nosie i dla kogo jestem obojęta? Jak mam na codzień z nim funkcjonować pod jedynm dachem? Jak mam walczyć? Czy jest sens? Od pół roku nigdy mnie nie przytulił...nie pyta jak się czuję, nic! 1 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 10:31 | ID: 786857 W ktoryms momencie pojawil sie problem...musisz lub jesli jest szansa musicie wspolnie sie cofnac w przeszlosc i znalezc ten moment od kiedy zaczelo byc zle...znalezc przyczyny. Tobie zalezy na mezu i pewnie jemu jeszcze w jakims stopniu na waszej rodzinie takze....wiec jakas szansa jest. Mozecie udac sie do dobrego psychologa specjalizujacego sie w problemach rodzinnych ale nie oczekujcie cudów ...sami musicie wlozyc w ratowanie zwiazku mase pracy a taka osoba postronna moze Was jedynie dobrze nakierowac. Nie ma sensu tkwic w takim zwiazku na sile i ze wzgl na dzieci. dzieci widza co sie dzieje , nie sa slepe , wiedza ze miedzy tata i mama nie jest dobrze. Jesli nie ma ratunku dla waszego zwiazku to ja optowalabym najpierw za separacja...tak jest zdrowiej dla wszystkich. Ale poki co walczcie! Moze nie jest jeszcze za pozno skoro maz nie umial okreslic swoich uczuc do Ciebie...tzn ze nie jestes mu obojetna i przezywa to co sie miedzy wami dzieje i stara sobie to jakos poukladac... tylko szczera rozmowa i otwartosc was ratuja lub daja szanse na jakis dialog... 2Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 10:40 | ID: 786863 Mam wrażenie, że jego uczucia do mnie to taka karuzela od obojętności po sympatię. Zawsze zwraca się do mnie miło, kotuś, kotek tak jakby z automatu. Mało tego, on uważa ze to zawsze ze mną jest problem, że szukam drugiego dna we wszystkim. Dziwi mnie natomiast fakt, że przez ostatnie pół roku nie potrzebował zbliżenia, nawet przytulenia, nie ma czułości między nami. Mało tego, jestem na 99% pewna, że mnie nie zdradził. Czy jest możliwe aby kłopoty jakie mamy finansowe aż tak go pochłonęły? 3 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 10:44 | ID: 786866 problemy finansowe sa przyczyna rozpadu wielu zwiazkow obok zdrady. Pewnie maz zyje w wielkim stresie...musicie porozmawiac i moze na poczatek jakos ( jesli sie da) uporac sie w tymi problemami finasowymi lub chociaz je ograniczyc... 4Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 11:21 | ID: 786880 Kłopoty finansowe dotyczą nas oboje bo wspólnie prowadzimy firmę. Mi natomiast zależało do tej pory aby za wszelką cenę mu pomagać, aby nie był z tym sam. Gdy wracał do domu, zawsze było ugotowane, posprzątane, rodzinka w dobrych humorach. Chciałam aby miał w domu azyl od tego wszystkiego. Sama też to bardzo przeżywam ale staram sie aby to nie zasłoniło nam resztki normalnego Życia. Jestem w stanie na prawdę wiele znięśc. Mój mąż nigdy nie zauważał tego co dobre, uważał to za coś co mu sie należy z racji bycia "panem domu" ale za to dostrzegał natychmiast to co złe. A ja zawsze bardzo się kontrolowałam aby go nie zdenerwować. Czasami jednak wybuchałam, a dokładniej mówiłam, ze to czy tamto mnie boli. On sugerował i chyba nawet mówił, że ma tyle na głowie, ze nowych kłopotów nie potrzebuje. Gdy pojawiał się problem ja stawałam się dla niego niewidzialna. Zawsze starałam się być u jego boku wsparciem, on uważa mnie za wroga bo nie zawsze godzę się z jego zdaniem. Gdy mu przyklaskuję wtedy jest dobrze. Tylko, te długi teraz mamy przez jego samodzielne decyzje i boję się kolejnych stąd moje obawy i stawianie mu oporu. 5Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 11:41 | ID: 786890 A może tu działa zadziała ta metoda, że faceci wolą zołzy? 24 maja 2012 12:06 | ID: 786902 Coś się pewnie dzieje z nim. Może ma problem z potencją? 7 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 12:15 | ID: 786911 Czy jesteś pewna, że mąż cię nie kocha? Może po prostu ma problemy z okazywaniem uczuć. Kilka razy czułam się tak jak ty. Mój mąż to straszny pracuś, i czasami czułam się jakbym była na drugim miejscu. Nam pomaga długa rozmowa. Jak się zawsze okazuje- mąż sprawiał mi przykrość nieświadomie, nie zdawał sobie sprawy że potrzebują więcej uwagi i czułości. Czasami facetowi trzeba powiedzieć prosto z mostu o co chodzi. 8 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 12:17 | ID: 786914 wiesz co moze to okrutne co napisze ale jesli maz jest troche nieodpowiedzialny w sprawach finansowych to proponuje przynajmniej separacje... 9 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 12:20 | ID: 786920 magdax78 (2012-05-24 12:17:56)wiesz co moze to okrutne co napisze ale jesli maz jest troche nieodpowiedzialny w sprawach finansowych to proponuje przynajmniej separacje... Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale nieszczęścia są zawsze przez nie.... 10Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:20 | ID: 786921 Natalio bo widzisz mi się w głowie nie mieści jak można sie tak zachowywac w stosunku do osoby którą się kocha. Dla mnie w pojęciu miłości pewnie zachowania sie nie mieszczą. Jak się kogoś kocha to ta uwaga czy potrzeba bliskości jest jakby automatyczna. Może się mylę, może wymagama zbyt wiele, może w ogóle go nie rozumiem i chcąć być żoną doskonałą sama się pogrążam widząc że na niego to nie robi wrażenia. Może faktycznie mnie kocha ale skoro widzi moją minę i nastrój cierpiętnicy od 2 tygodni to może wątpi czy to miłość...? Czy mam zapomieć to co mnie tak boli, udawać , że nic się nie stało i zacząć na nowo, inaczej? Wiem, ze on woli przeczekać aby po chwili zupełnie normalnie żyć. 24 maja 2012 12:29 | ID: 786926 A dlaczego Ty go tak tłumaczysz? I z tego co czytam, to winy doszukujesz prawie wyłącznie w sobie. Szczerze współczuję Ci takiej sytuacji. Myślę, że tylko szczera rozmowa naprowadzi Was na właściwą drogę. 12 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 12:29 | ID: 786928 Anonim (smutna) (autor wątku) (2012-05-24 12:20:46) Natalio bo widzisz mi się w głowie nie mieści jak można sie tak zachowywac w stosunku do osoby którą się kocha. Dla mnie w pojęciu miłości pewnie zachowania sie nie mieszczą. Jak się kogoś kocha to ta uwaga czy potrzeba bliskości jest jakby automatyczna. Może się mylę, może wymagama zbyt wiele, może w ogóle go nie rozumiem i chcąć być żoną doskonałą sama się pogrążam widząc że na niego to nie robi wrażenia. Może faktycznie mnie kocha ale skoro widzi moją minę i nastrój cierpiętnicy od 2 tygodni to może wątpi czy to miłość...? Czy mam zapomieć to co mnie tak boli, udawać , że nic się nie stało i zacząć na nowo, inaczej? Wiem, ze on woli przeczekać aby po chwili zupełnie normalnie żyć. Jeżeli odpuścisz to będzie wiedział, że może cię tak traktować bo nic z tym nie robisz....więc to chyba nie jest wyjście. Ja myślę tak samo jak Ty- ,,jak można się tak zachowywać w stosunku do osoby którą się kocha,,.Trudno to ogarnąć. Ale chyba każdy związek przechodzi kryzysy i nie ma na to mądrych. Pamiętam jak ostatnio rozmawiałam z koleżanką i ona mówiła że jej siostra w ciąży dwa razy wyprowadzała się od męża a teraz są małżeństwem idealnym. Musisz zadać sobie pytanie czy chcesz walczyć o wasz związek. I wierzyć że przyjdzie lepszy czas. Osobiście, ja uważam że czasami zbyt wiele wymagam od męża. I gdy przychodzi chwila wątpliwości i rozmyślania ,, a dlaczego on mi kwiatów już tak dawno nie przyniósł,, i tym podobne to staram się odpuścić...nie warto się nakręcać.... 13Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:44 | ID: 786933 Oczywiście, ze chcę z nim być. Jest Moim Mężem i go kocham. Jeżeli to kryzys to jak postępować? Czy wbrew sobie żyć dalej z raną w sercu? Próbowałam z Nim pogadać kilka razy, emocjonalnie jestem tak zduszona, ze nie byłam w stanie wydusic słowa, wpadłam w spazmatyczny płac. Nie wiem dlaczego, nie umiem się w żaden sposób obronić. Aniu owszem widzę winę w so bie bo wiem, że muszę odszukać spośób aby swoim zachowaniem/postępowaniem doprowadzić do tego aby było dobrze. Nie mogę go zmuszać ani nękac rozmowami bo wiem, że to działa odwrotnie. Wygląda to tak jakby tylko mi zależało. A mozliwe, ze jemu tak wygodnie? 14Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:48 | ID: 786935 A może po prostu na bieżąco będę wymagać, zawsze mówić wprost co czuję, nie obrażać się i nie wpadać w tygodniowe milczenie tylko kawę na ławę i krótka piłka. Chyba złudnie myśle, że on się domyśli... 24 maja 2012 12:51 | ID: 786936 Anonim (smutna) (autor wątku) (2012-05-24 12:44:34) Oczywiście, ze chcę z nim być. Jest Moim Mężem i go kocham. Jeżeli to kryzys to jak postępować? Czy wbrew sobie żyć dalej z raną w sercu? Próbowałam z Nim pogadać kilka razy, emocjonalnie jestem tak zduszona, ze nie byłam w stanie wydusic słowa, wpadłam w spazmatyczny płac. Nie wiem dlaczego, nie umiem się w żaden sposób obronić. Aniu owszem widzę winę w so bie bo wiem, że muszę odszukać spośób aby swoim zachowaniem/postępowaniem doprowadzić do tego aby było dobrze. Nie mogę go zmuszać ani nękac rozmowami bo wiem, że to działa odwrotnie. Wygląda to tak jakby tylko mi zależało. A mozliwe, ze jemu tak wygodnie? to nie tkwij w tym marazmie Zrób się na bóstwo i zabaw się Tyle to ci chyba wolno Jak nie rozmowa to co???? Zobaczysz czy mu jeszcze na tobie zależy .... 16Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 12:53 | ID: 786939 Zapomiałam dodać, że jestem w 6 miesiącu ciąży :) Na bóstwo się raczej nie zrobię, nie zaszaleję i myślę, że po częście stałam się mniej atrakcyjna dla niego. Ale tą zjest mi ze wszystkimi obowiązkami dwa razy trudniej. 17 nataliawojtek Poziom: Niemowlak Zarejestrowany: 25-03-2011 21:18. Posty: 415 24 maja 2012 13:07 | ID: 786944 Anonim (smutna) (autor wątku) (2012-05-24 12:48:35)A może po prostu na bieżąco będę wymagać, zawsze mówić wprost co czuję, nie obrażać się i nie wpadać w tygodniowe milczenie tylko kawę na ławę i krótka piłka. Chyba złudnie myśle, że on się domyśli... To jest najlepsze rozwiązanie... 18Anonim (smutna) (autor wątku) 24 maja 2012 13:27 | ID: 786951 Mam jescze siłę na tą walke tylko nie wiem co robic teraz. Po prawie 2 tuygodniach milczenia, płaczów w poduszke itd. mam nagle jakby nigdy nic żyć dalej? Pomyśli - wariatka. Czy po prostu mu oznajmić, ze nie mam zamiaru roztrząsać tego co było i co? 19 magdax78 Zarejestrowany: 28-04-2011 14:46. Posty: 1137 24 maja 2012 13:31 | ID: 786952 jest miedzy Wami beznadziejnie i ... postaraliscie sie o kolejne dziecko?? dobrze konkluduje? ;( 20 Dunia Poziom: Szkolniak Zarejestrowany: 10-03-2011 17:24. Posty: 18894 24 maja 2012 13:59 | ID: 786962 Niewątpliwie jest to trudna sytuacja, a nawet bardzo trudna. Przeżyłam też takie okresy i nawet gorsze. I śmiem twierdzić, ze wiele z nas przez to przeszło, przechodzi albo będzie przechodzić. Cóż mogę radzić? Porozmawiać z mężem szczerze. Jeśli jest to oczywiście możliwe. Bo nie zawsze tak bywa. Obwiniasz siebie kochana, ale może coś w tym jest. Może ponad wszystko kochasz dzieci i tylko je widzisz. Mężowie są bardzo uczuleni na przejawy miłości. I każde spojrzenie lub jego brak biorą do siebie. I są bardzo zazdrośni o dzieci. Jeżeli tego nie mówią teraz , to powiedzą wtedy gdy dzieci wyjdą z domu. Bo mężowie to jak kolejne dzieci. Tak samo trzeba ich traktować. A jeszcze może bardziej hołubić i ciągle zapewniać, że są najlepsi. I jeszcze musimy uważać aby nie przekroczyć granicy, bo wpędzimy ich w narcyzm. A może nie powinniście razem pracować? Ja w pewnym momencie odpuściłam sobie pracę razem z mężem. Bo było to jedno wielkie nieporozumienie. Lepiej spotykać się z mężem w domu po pracy. A może potrzebny Wam i dzieciom wspólny wyjazd, póki nowe jeszcze się nie urodziło? Spróbujcie wyjechać , tam gdzie mąż bardzo chciałby i tam porozmawiajcie. Odwagi i powodzenia. zapytał(a) o 12:43 Moja mama mnie nie kocha. Chodzę do szóstej klasy. Ostatnio skończyłam 13 lat. Jestem powiedzmy, że "normalną" nastolatką. Nie piję, nie palę, nie tnę się, nie uprawiam seksu, na razie nie uganiam się za chłopakami, co roku mam czerwony pasek na świadectwie, stypendium naukowe i sportowe. Niby wszystko dobrze, bo kto by nie chciał być na moim miejscu? Jestem lubiana, mam dobre oceny i tak z "zewnątrz" wszystko jest okej. Ale jednak nie jest tak kolorowo…Ostatnio zaczęłam odczuwać pustkę. Do mojego taty zawsze mogę się przytulić i wgl. Po prostu mnie kocha. Mama już nie za bardzo. Jak próbuję się do niej zbliżyć to mnie odpycha. Zarówno fizycznie jak i psychicznie. Ona zawsze coś robi na komputerze. Albo ogląda filmy na zalukaj albo robi coś innego. Kiedy jej się pytam czy mnie kocha to odpowiada, że tylko wtedy kiedy jestem grzeczna. Moim zdaniem mamy ZAWSZE powinny kochać swoje córki. Nie tylko wtedy kiedy są grzeczne. Ostatnio poprosiłam ją, żeby zabrała mnie do fryzjera, bo chcę sobie zrobić grzywkę. To akurat po niej mam wysokie, wystające czoło oraz trądzik. Myślę, że grzywka mogła by to trochę zakryć. Oglądała wtedy coś na telewizorze. Jak ją zaczęłam o to trochę "męczyć", bo nie zwracała na mnie uwagi albo mówiła, że w grzywce będę wyglądać beznadziejnie to wtedy zaczęła mnie bić pilotem. Uderzyła mnie w głowę, brzuch, dwa miejsca na prawej ręce i jeszcze w pupę. Moi rodzice nie pozwalają mi zmienić nic w swoim wyglądzie. Nie mogę mieć kolczyków, grzywki itp. Moi rodzice nie są rozwiedzeni. Przed chwilą poszłam do niej i się do niej przytuliłam. Ona powiedziała, że jestem ciężka. Wcale nie jestem bo ważę 47/48 kg przy wzroście 163cm. Chodziło jej pewnie o to, że znowu nie może zrobić nic na tym [CENZURA]*nym laptopie. Jak nie chciałam się od niej odczepić to walnęła mnie bardzo mocno w łopatkę. Ona nie pracuje na tym laptopie tylko ogląda jakieś pierdoły na onecie -,- Chodzi do pracy. Ja dorastam i potrzebuję też trochę miłości z jej strony. To co ona robi mogę nawet zgłosić na policję. Jak byłam mniejsza to też tak robiła. Nie robi tego regularnie tylko jak próbuję się do niej zbliżyć. Mściłam się na niej kiedyś niszcząc jej kosmetyki, wyrzucając biżuterię itd. (głupie co nie?) Ale teraz chcę wpłynąć na jej psychikę tak, żeby wiedziała, że zrobiła źle i zaczęła się o mnie martwić. Powiedziałam niedawno o tym przyjaciółce i wtedy strasznie płakałam, a jestem osobą, która jest optymistycznie nastawiona na świat i zawsze się śmieje i uśmiecha. To wtedy moja przyjaciółka powiedziała, że nigdy nie widziała mnie w takim stanie. Myślałam nad tym, żeby pójść do mojej przyjaciółki na kilka nocy, żeby moja mama przestała mnie bić, bo jak mnie nie będzie tydzień w domu to może wtedy zacznie za mną tęsknić. Zdaję sobie sprawę, że zgłoszą na policję, że zaginęłam, ale przynajmniej wtedy będę mogła wyjaśnić dlaczego to zrobiłam. Bardzo proszę o rady i sensowne odpowiedzi. To dla mnie bardzo ważne. To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź MazuT odpowiedział(a) o 12:51: Przykre, ale co tu poradzić ? Jak ktoś Cię nie lubi ani nie kocha, to się nie zmieni. Ja na twoim miejscu przeczekałbym do 18 i się wyprowadził. Odpowiedzi Hej. No to rzeczywiscie cos z Twoją Mamą nie jest tak. Moze uwaza ze jestes juz na tyle duza ze nie musi Ci okazywac milosci. I zajmuje się swoimi sprawami bo Ciebie juz "wychowala". Pomysl masz dobry i wlasnie chcialam Ci taki doradzic. Napisz jedynie smsa cos w stylu "zeby Cię nie szukala i ze skoro Cię nie kocha i jestes dla Niej problemem to sie wynosisz i nie bedziesz stala Jej na drodze". Moze jak się pomartwi troche to zrozumie. Tylko nie mow ze jestes u kolezanki i kolezanka tez niech nic nie mowi. Jesli to nie podziaka to pogadaj z pedagogiem szkolnym Ona wtedy bedzie wiedziala co robic i jak przetlumaczyc Twojej Mamie pewne sprawy. blocked odpowiedział(a) o 12:51 Nie bądź tak wzorową córką. Powinna cię akceptować i bez tego. Powinnaś wyjechać na miesiąc, wtedy się przekonasz czy będzie tęskniła. Mamy swoje dzieci kochają bezwarunkowo. Może ona ma jakieś problemy, mógłby ktoś porozmawiać z nią i o to spytać, jak ma za dużo obowiązków powinnaś ją odciążyć. bartpond odpowiedział(a) o 12:53 Problem twojej mamy jest taki że jest ona uzależniona od telewizji/seriali. Przez to uzależnienie staje się troche agresywna. Myślę że powinnaś porozmawiać z ojcem lub jakąś inną zaufaną osobą, skonsultować się z psychologiem co mogło by pomóc w oderwaniu twojej mamy od uzależnienia i małymi krokami naprawiać swoje relacje z nią. Jeżeli nadal będzie ciebie bić i nic się nie zmieni będziesz musiała zgłosić to na policje. A JEŻELI ktoś już doniósł na policje to sie nie bój opowiedź im całą prawdę nawet jeżeli to co wyżej napisałem nie zdążysz zrobić to opowiedz to. Najważniejsze jest jeszcze to czy twój tata też będzie robił coś w tym kierunku aby pomóc w waszych relacjach Mam podobny problem tylko że ona mnie nie bije. Caly czas na mnie krzyczy jak się jej coś pytam to nie odpowiada a jak ona coś się mnie pyta to muszę jej odpowiedzieć bo jak nie to krzyczy Trzaska drzwiami bóg wie moja strategia nie jestem wzorowa nigdy nie bede nie podlizuje sie jej nie jestem dla niej miła Jak Kuba Bogu tak Bog Kubie i mamm to w dupie że będzie płakać bo ja też wiele razy przez nia płakałam 😀😆 kidys zrozumie że przeleciało przed mnia kilkanaście lat twojego życia i ze mogła być dla ciebie lepsza. POWODZENIA 😀😗😚 Może twoja mama ma jakiś trudny okres lub popadła w depresję. Warto o to jej zapytać, jeśli cię oleje to spróbuj zwrócić na siebie uwagę w jakiś nie przesadny sposób. Współczuję :( To jest dobry pomysł wyprowadź się do przyjaciółki i najlepiej wyłącz telefon wtedy może zacznie się o ciebie martwić 3maj się Mixer56 odpowiedział(a) o 07:44 Ja na twojim miejscu bum poczekał do 18 i sięvwyprowadził rada to np. Wyprowadź się do koleżanki ivpowiedz jej że się nią nie interesujesz może wtedy Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub fot. Adobe Stock, Valerii Honcharuk Trudno mi żyć ze świadomością, że to przeze mnie mój syn jest taki, jaki jest. Chciałabym umyć ręce, zasłonić się powiedzeniem, że każdy człowiek jest kowalem własnego losu. Każdy sam podejmuje decyzję, zwłaszcza gdy jest już dorosły. Niby czemu to ma być moja wina? Bo go urodziłam i wychowałam? Przecież się starałam, jak umiałam! Pewnie, tak najłatwiej, zrzucić winę na rodziców, a w tym przypadku na samotną matkę, że brakowało męskiej ręki, więc… Więc co? W jaki sposób miałam to przewidzieć? Nigdy nie rozrabiał, nigdy się z nikim nie bił, był cichy i grzeczny. Raczej samotnik niż dusza towarzystwa. Miał co jeść, gdzie spać, brudny ani goły nie chodził. Jak były pieniądze, kupowałam mu modniejsze ubrania, lepsze buty czy gadżety, jakie lubią chłopcy. A że rzadko o coś prosił, o cokolwiek, to już inna sprawa… I nagle opada mnie poczucie winy i przykrywa jak ciężki, bury koc. Oblepia i pęta. Bo czuję – głęboko w moim zlodowaciałym sercu, gdzieś tam na dnie, gdzie jeszcze tli się jakaś iskra – że można było tego uniknąć. Bo tak, to ja go urodziłam i wychowałam, i czy mi się to podoba, czy nie, to było najważniejsze w moim życiu zadanie: wziąć odpowiedzialność za istnienie, które sprowadziłam na świat. Za jego szczęście, za jego przyszłość, za jego zdrowie, nie tylko fizyczne. Po paru rozmowach, niełatwych, z panią psycholog, już wiem, że dzieciństwo, zwłaszcza pierwsze lata, ma fundamentalny wpływ na nasze późniejsze dorosłe życie. A ja, jak bezduszna kopiarka, powieliłam z synem schemat mojego własnego dzieciństwa… Wychowywała mnie babcia, bo ojciec nieznany, a niezamężna matka wyjechała za granicę. Niby żeby zarobić lepsze pieniądze, ale podejrzewam, że zwyczajnie uciekła od macierzyństwa, gdy tylko mogła. Podejrzewam też, że rodząc mnie, zamiast usunąć, zrobiła to, co kazała jej moja babcia, zagorzała katoliczka, ale potem miała dość płacenia za swój „wielki grzech i życiowy błąd” swoją wolnością i młodością, więc uciekła, daleko, bo aż do Hiszpanii. Tylko pozdrowienia, pocztówki, prezenty i kasę Tak wypełniała swój obowiązek. Który ustał, gdy skończyłam osiemnastkę. Babcia zaś niosła swój krzyż, jak nazywała opieką nad wnuczką-bękartem. Nie mogłam narzekać na głód i chłód, chyba że emocjonalny. Miałam to, co można kupić za pieniądze, ale o miłości nie miałam pojęcia. Wyprowadziłam się od babci, gdy tylko byłam w stanie sama się utrzymać, a ona nie protestowała. Ledwo zamknęły się za mną drzwi, zapomniała o mnie, tak jak się zapomina o odfajkowanym zadaniu domowym. Ponoć takie osoby jak ja nie zakochują się nigdy albo zakochują się na zabój, obsesyjnie. Ja zakochałam się w Gerardzie, bo był sporo starszy i widziałam w nim ojca, którego nigdy nie miałam. To on usilnie namawiał mnie na dziecko. Bał się, że jak będziemy zwlekać, przylgnie do niego łatka „dziadunia z wózkiem”. Ja za to wcale nie czułam potrzeby rozmnażania się. Nie wzruszały mnie urocze zdjęcia dzieci ani bobasy na żywo, które darły się w wózkach albo na rękach, w sklepach i pociągach, za ścianą u sąsiadów albo na placu zabaw pod blokiem. Odstraszało mnie od macierzyństwa chodzenie w ciąży przez blisko rok i widmo wielogodzinnego porodu. Nie widziałam w tym nic doniosłego ani cudownego. Karmienie piersią nie miało w sobie cienia magii i wydawało mi się zwyczajnie obrzydliwe. Chyba tę antypostawę wyssałam z mlekiem matki. A jednak Gerard dostał fioła na punkcie powielenia swoich genów i w końcu dałam się namówić, wszak to on w dużej mierze mnie utrzymywał. Rzeczywistość go przerosła, więc po prostu uciekł Jakoś przecierpiałam fakt, że przez pół roku wymiotowałam dzień w dzień. Potem te wszystkie kopniaki od środka, parcie na pęcherz, który wypełniał się co dwie minuty, zawroty głowy w połowie dnia… No i poród. Nic nie było mnie w stanie przygotować na to, co się wydarzyło. Rzeźnia, takie określenie przychodziło mi do głowy. Kiedy tylko Gerard odebrał mnie z synem ze szpitala, na dzień dobry powiedziałam mu: – Nigdy więcej, zapomnij. Dostawałam dreszczy na samą myśl o kolejnej ciąży. Zresztą potem nie było lepiej ani łatwiej. Przeciwnie. W nocy tuż po wypisie dostałam zapalenia piersi. Gorączka sięgała prawie czterdziestu stopni, ja majaczyłam, a Gerard patrzył na mnie i Konrada, jakby nie rozumiał, co tu się dzieje, i w niczym nie pomagał. Wyprowadził się do drugiego pokoju i spał na kanapie, bo dziecko przeszkadzało mu w odpoczynku. A ja musiałam robić wszystko sama. Z gorączką czy bez. Miesiąc później, gdy wróciłam z zakupów, zastałam go, jak pakował rzeczy w dwie duże torby. Upychał je w pośpiechu, jakby bał się, że coś zrobię, powstrzymam go. A ja stałam z dzieckiem na ręku, z zakupami w koszyku, i tylko patrzyłam. – Wyprowadzam się. To nie dla mnie. Dziecko, te sprawy… – powiedział Gerard, unikając mojego wzroku. – Nie dla ciebie? Nie dla ciebie?! Przypominam, że to ty chciałeś dziecka, więc teraz proszę, weź je i wychowuj! – wyciągnęłam Konrada przed siebie. – Nie bądź śmieszna, to kobiety zajmują się dziećmi – skrzywił się. Najpierw wyprowadził się do swojej matki, a potem całkiem zniknął – jak mój ojciec, którego nigdy nie poznałam. Ewakuował się za granicę jak moja matka. Tyle że on nawet pocztówek nie przysyłał, więc nie dało się go znaleźć. To nie były czasy internetu, w którym namierzysz niemal każdego. I zostałam sama. Jak tysiące innych kobiet Jak moja matka i babka, przeklęta powtórka z historii zataczającej krąg. Nikt mi nie współczuł. Nie miałam do kogo zwrócić się o pomoc, nawet gdyby duma mi na to pozwoliła. Babcia nie żyła, matka miała nową rodzinę i nowe dzieci, o mnie, dorosłej, dawno zapomniała. A matka Gerarda była stara i zgorzkniała. Musiałam sobie radzić sama, i radziłam. Wyprowadziłam się z mieszkania, za które płacił Gerard, bo nie było mnie na nie stać, i wynajęłam kawalerkę. Złożyłam dokumenty do sądu o rozwód i alimenty, z których nigdy nie zobaczyłam grosza, bo nie można było Gerarda namierzyć. Pracowałam na półtora etatu. Dziecko było w żłobku, a potem w przedszkolu. Właściwie byłam dla niego obcą osobą. Widziałam go dwie, trzy godziny popołudniami i godzinkę rano. Nie każda kobieta ma instynkt macierzyński, gdyby tak było, skąd by się brały te wszystkie wyrodne matki i zaniedbywane, porzucane, katowane dzieci. Ale może da się rozbudzić w sobie miłość do własnego dziecka, ocieplić letnie uczucia? Może były chwile, jak mgnienie oka, gdy coś we mnie drgnęło, zatrzepotało, poruszone dziecięcą bezradnością i ufnością, i gdybym to coś pielęgnowała, chroniła… wykiełkowałoby, urosło w siłę…? Ale byłam zbyt zmęczona i zbyt zajęta walką z codziennością, żeby jeszcze doszukiwać się i doglądać głębszych uczuć dla istoty, którą urodziłam właściwie wbrew swojej woli. To Gerard chciał dziecka, nie ja. To on miał się nim zajmować, a nie zrzucić na mnie wszystkie obowiązki i uciec. Czułam się oszukana, wykorzystana i zdradzona. Czy to tłumaczy, czemu nie umiałam wykrzesać z siebie czułości, wyrozumiałości, czegoś sięgającego dalej i szerzej niż obowiązek? Czy dzisiaj inaczej bym do tego podeszła? Czasy są inne, świadomość większa, wtedy nikt nie myślał o psychologach, terapiach, depresjach, a dziś są szkoły kompetencji dla rodziców. Nie wiem… Czy szukałabym pomocy psychologa do dziecka, które było grzeczne, posłuszne i ciche? Nie potrafiłam dać mu miłości Konrad nie zadawał pytań, nie przeszkadzał mi, żył na uboczu mojej uwagi, między domem a przedszkolem, a później szkolną świetlicą. Zawsze był zadbany – tak jak ja kiedyś – zawsze miał co jeść, w co się ubrać, miał podręczniki i zeszyty do szkoły, potem miał też komórkę i komputer. Ale nie przytulał się ani nie dopominał o czułości. Ja ich nie oferowałam, a on ich ode mnie nie oczekiwał. Może taką oschłością i dystansem nieświadomie karałam go za to, jak potoczyło się moje życie, bo gdyby nie on, na pewno potoczyłoby się zupełnie inaczej, lepiej. A może po prostu nie nadawałam się na matkę, co podejrzewałam od zawsze, dlatego nie chciałam mieć dzieci. Dziewczynka, która nigdy nie czuła się kochana, nie wyrośnie na kobietę, która da miłość swojemu dziecku. Czasem siadałam przy nim, gdy leżał już w łóżku, patrzyłam na niego i czekałam, aż pojawi się we mnie ten opiewany przez inne matki instynkt macierzyński. Wyciągałam rękę i… po chwili cofałam ją, gdy widziałam, jak Konrad zamiera, wstrzymuje oddech. On też czekał, udając, że śpi. Ale na co? Aż go pogłaszczę? Czy sobie pójdę? Zawsze wychodziłam. Nie miałam z Konradem wspaniałej więzi, o jakiej mówią filmy i książki. Choć od kiedy się wyprowadził, zaraz po maturze, na studia, co jakiś czas wpadał w weekend na obiad. Pewnego razu zjawił się z Aliną, o której mówił „moja przyszła żona”, i odtąd przyjeżdżali razem. Na święta, w moje urodziny. Nasze relacje ciut się ociepliły – głównie za sprawą Aliny, która była bardzo otwartą i przyjazną osobą – ale o serdeczności nie było w nich mowy. Coś jednak drgnęło, gdy spadł mi z barków ciężar zajmowania się dzieckiem. Przymus nie ułatwia żadnej relacji. Kiedy po studiach Konrad znalazł pracę i zaczął sam na siebie zarabiać, odpadły mi też koszty jego utrzymania. Zapytała, czy kiedyś chciałby mieć z nią dziecko To była duża ulga, ale nie umiałam nie żałować lat, które straciłam, pracując ponad miarę, i zdrowia, które zaczynało przez to szwankować. Starałam się z tym pogodzić i nauczyć się żyć życiem, które przypadło mi w udziale. Może kiedyś i z Konradem znajdziemy do siebie drogę… Alina zadzwoniła w środku nocy. Taki telefon zawsze źle wróży. Nie sądziłam jednak, że może być aż tak źle. – Myślę, że powinna pani wiedzieć… Konrada zabrała policja. Próbował mnie zabić, udusić… Jestem w szpitalu… – szeptała z trudem. Najpierw pojechałam do niej. Miała na szyi siniaki w kształcie palców. Wyglądała strasznie i była przerażona całą sytuacją. Ledwie mówiła, często musiała popijać małe łyki wody, bo krtań odmawiała jej posłuszeństwa. Podobno Konrad wpadł w szał, gdy wspomniała o dziecku. Nie, żeby już była w ciąży lub chciała w nią zajść jutro, ale w perspektywie kilku lat chciała wiedzieć, na czym stoi. Nie spodziewała się absolutnie, że mój spokojny, małomówny syn wstanie z sofy i zaciśnie dłonie na jej szyi, krzycząc, że nigdy nie da zmarnować życia kolejnemu dziecku. Że prędzej ją zabije, niż pozwoli na coś takiego. Coś w niego wstąpiło Kiedy odwiedziłam Konrada w areszcie, nawet na mnie nie spojrzał, gdy powiedział: – Trzeba mnie było wyskrobać. Albo oddać do bidula. Lepszy brak matki w ogóle, niż taka jak ty. A gdy zaczął wreszcie mówić, nie mógł przestać i wylewał na mnie fale żalu, gniewu, goryczy. Słuchałam, jak to czuł się niepotrzebny, gorzej jak kłoda, którą ktoś rzucił mi pod nogi… – Ja w ogóle nie umiem kochać, choć Alinie często mówiłem, że ją kocham. Lubiłem chyba samo brzmienie tych słów. Nie wiem, czy umiem czuć cokolwiek, coś dobrego. Bo wściekłość świetnie mi wychodzi, jak się okazało. Gratuluję, kochana mamusiu, wychowałaś socjopatę. Czemu zaatakował swoją narzeczoną, jedyną naprawdę bliską mu osobę? Kiedy ktoś taki jak on, taka kaleka emocjonalna, usłyszał, że miałby dać życie dziecku… Coś w niego wstąpiło. Nie miał pojęcia, dlaczego dusił Alinę. Przecież nie chciał zrobić jej krzywdy, nigdy. Ocknął się w porę. Ona uciekła do sąsiadów, którzy wezwali policję, a on czekał, aż po niego przyjdą. – To twoja wina, mamo. Moja? Może ma rację, moja. Nigdy nie okazałam mu miłości. Nie nauczyłam go, jak kochać. Nigdy nie poczuł, że jest dla mnie kimś ważnym i niezastąpionym. Traktowałam go jak mebel. Wyszłam stamtąd, płacząc. Pierwszy raz od bardzo dawna płakałam. We mnie też pękła jakaś tama i szlochałam bez końca. Sam fakt, że mój syn tak sądził, obwiniał mnie. Uczucia są subiektywne. Skoro dorosłe dziecko mówi, że byłam fatalnym rodzicem, a innego nie miał, jeśli czyni mnie współwinną przestępstwa usiłowania zabójstwa, trudno pozostać obojętną. To małe dziewczęce serduszko, które stwardniało w dzieciństwie, a do reszty skamieniało w dniu, kiedy mój były mąż wyprowadził się z domu i zostawił mnie ze wszystkim samą. Wtedy przestałam płakać. Ja też byłam od tamtej pory emocjonalną kaleką. Serce pękło mi na milion kawałków Czy to mnie tłumaczy? Byłam młoda, potwornie zraniona, ale dorosła, zaś Konrad był bezbronnym dzieckiem. Powinnam opiekować się nim jak najlepiej, kochać niezależnie od wszystkiego, bez żadnego „ale”, nieważne, jakie sama miałam dzieciństwo i jak zachowywał się jego ojciec. Nie podołałam temu wyzwaniu. Oczywiście, miłości nie da się wymusić, nawet do własnego dziecka. Ale to tak nienaturalne, że dziś, z obecną wiedzą, poszukałabym pomocy… Wtedy? Nikt się nie interesował, póki dzieciak nie miał widocznych siniaków. Mój syn nie miał. Problem polegał na tym, że nie miał też w pamięci śladów po uściskach, pieszczotach, pocałunkach. W jego głowie nie rozbrzmiewały słowa miłości. Czuł się jak rzecz, niechciany prezent od krewnych, którego nie wypada się pozbyć. Mój syn czeka na proces w areszcie. Z Aliną jestem w stałym kontakcie. Wiem, że jej związek z moim synem należy do przeszłości, dziewczyna nigdy więcej mu nie zaufa, nie po tym, co zrobił. Wcale mnie to nie dziwi. Chcę jednak pomóc jej na miarę moich możliwości. Chcę choć w części odpokutować za straszny czyn mojego syna, za który czuję się odpowiedzialna. Wiem, że nie nadrobię straconego czasu, ale może w jakiś sposób zbuduję na nowo relację z dorosłym człowiekiem, którego właściwie nie znam. Może nie nadrobimy minionych lat, ale zyskamy kolejne. Chciałabym, synu, bardzo bym chciała. Synku… Czytaj także:„Wujek z ciotką żądają pieniędzy ze spadku, choć dziadek dawno ich spłacił. Nie zobaczą złotówki, bo reszta jest moja”„Byłam pewna, że nad moim uczniem znęca się ojciec - zimny biznesmen. Prawda okazała się jeszcze bardziej szokująca”„Mój mąż nie chciał iść na pogrzeb własnego ojca. Nie wybaczył mu jego grzechów nawet po jego śmierci”